O nas « Mustangiem do Ślubu

O nas

Chorobą jaką jest „mustang” zaraziłem się bardzo wcześnie. Odkąd pamiętam potrafiłem wychwycić mustanga w filmach, teledyskach, nawet jeśli jego pojawienie się było zupełnie przypadkowe. Na długo przed osiągnięciem wieku kierowcy przeglądałem oferty sprzedaży, zdjęcia, filmy i marzyłem, że nadejdzie w końcu ten dzień kiedy będę mógł cieszyć się z posiadania własnego Mustanga.

Niejeden amerykański film maltretował mój młody umysł wciąż to pojawiającymi się Mustangami: Bullit, Gone in 60 Seconds (nie mylić z 60 Seconds z Nicolasem Cage’em) to tylko dwa najbardziej chyba znane. Na wyobraźnię działały też Vanishing Point czy Mad Max, na zawsze zaszczepiając uwielbienie dla amerykańskiego designu, długich, opuszczonych, prostych dróg i ryku widlastej ósemki wyrywającej asfalt spod kół.

Jednak najgłębszy ślad zostawiła na mnie przygoda z właścicielem Mustanga, którego spotkałem przypadkowo w Norwegii. To był drugi raz kiedy mogłem na żywo oglądać tego pięknego klasyka i tak naprawdę przyjrzeć się Mustangowi z bliska, a jak się potem okazało, także przejechać jako pasażer. Ponad tydzień czasu, noc w noc, śniło mi się, że prowadzę ten samochód. A nie był to byle jaki egzemplarz bo 1969 Mach 1.

W miarę powiększających się oszczędności, natrętna myśl o zakupie Mustanga, wracała niczym przewlekły katar, który nie pozwala zasnąć. Jednak zawsze udawało mi się przegonić tę myśl przeciwstawiając jej zdrowy rozsądek i rzeczowe argumenty. Choroba, choć chwilowo zaleczana, powracała, aż spotkałem moją przyszłą żonę i zaraziwszy ją entuzjazmem – oraz przechwytując część jej oszczędności – zdecydowałem, że chcę na nasz ślub pojechać własnym Mustangiem. I choć auto nie do końca jest nasze, bo gdzieś tak od połowy, wliczając tylną kanapę, należy jeszcze do banku, to nie żałuję podjętej decyzji i powtarzam każdemu, że marzenia są od tego aby je spełniać!

Wciąż fascynuje mnie jak bardzo posiadanie Mustanga może zmienić życie. Dzięki niemu poznaliśmy grupę niesamowicie pozytywnych osób, które dołączyły do grona najbliższych znajomych i przyjaciół. Odwiedziliśmy miejsca, które inaczej nie zawitałby na naszej drodze. Zmienił się sposób w jaki spędzam swój wolny czas (garaż, sklepy z częściami, warsztaty…). Mustang okazał się pasją i sposobem na życie, odskocznią od trudów codziennej egzystencji. Każda przejażdżka to jakby podróż w czasie, okraszona prostym brzemieniem rock’n rolla i bulgotem amerykańskiego silnika.

Teraz chcemy podzielić się naszą pasją, poznać nietuzinkowych ludzi, odwiedzić nowe miejsca, spotkać się w wyjątkowych okolicznościach i wspólnie cieszyć legendą amerykańskiej motoryzacji. Idealne auto do ślubu? Jak najbardziej!